środa, 15 czerwca 2016

Piękne są polskie góry

Zwłaszcza w tych miejscach, które nie są jeszcze do końca naznaczone komercją jest naprawdę fajnie. Tylko góry, drzewa i strumienie na szlakach, no i malownicze trawiaste polany nazywane halami. Bezcenne kojące widoki, na razie za darmo, oby tylko sił i zdrowia starczyło, żeby je oglądać. Jest w naszym kraju tyle pasm górskich do przewędrowania, tyle schronisk do odwiedzenia ....











schronisko na Hali Rysianka







schronisko na Hali Lipowskiej



Dwa schroniska oddalone są od siebie według szlakowskazu tylko o 15 minut wędrówki. Z Rysianki rozciągają się wspaniałe, malownicze widoki. Hala Lipowska jest niewielka, mniej malownicza i mniej widokowa. Jednak to schronisko na Lipowskiej godne jest polecenia, bo w tym na Rysiance traktują ludzi jakoś tak bezosobowo. Najlepszym chyba przykładem świadczącym o traktowaniu turystów  są podawane w obu schroniskach i po jednakowej cenie pierogi ruskie. Na Hali Lipowskiej są one dobrze przyprawione i pyszne, lepione przez zaprzyjaźnioną góralkę, jedząc je pomyślałem, że komuś zależy na tym żeby mi smakowało, ktoś się tym przejmuje. Na Rysiance natomiast po zamówieniu pierogów ruskich dają turyście bezsmakową, rozgotowaną breję z paczki i nikogo nie interesuje czy mu ona  smakuje czy nie. Sądzę więc, że wybierając się w tamte strony warto obejrzeć widoki na Rysiance, ale spać i jeść to lepiej na Hali Lipowskiej.








wtorek, 14 czerwca 2016

Hala Gąsienicowa

Moje zdrowie nie jest takie dobre jakbym chciał. Mam problemy z utrzymaniem równowagi i czasami chwieją się pode mną nogi. Dlatego nie dla mnie już Tatry i wysokogórskie wędrówki, lepiej się czuję w górach mniejszych i łagodniejszych, gdzie szlaki są mniej kamieniste. Tak całkiem jednak nie odpuszczam. Dlatego gdy osttnio trafiłem do Kuźnic nie mogłem nie skorzystać a okazji, żeby pójść nad Czarny Staw Gąsienicowy.
Dla osoby zdrowej nie jest to oczywiście żaden wyczyn, dla mnie była to poważna wyprawa. Poruszałem się w żółwim tempie i pokonanie całej trasy i powrót zajęło mi około ośmiu godzin, pod koniec, gdy doszedł element zmęczenia nawet się kilka razy przewróciłem. Zdarzało się, że ci sami ludzie wyprzedzali mnie dwukrotnie. Właśnie reakcja ludzi na moją chwiejną i nieporadną wędrówkę bardzo mnie zaskoczyła.
 Przywykłem już do tego, że gdy zatoczę się na ulicy, to towarzyszą temu pełne politowania spojrzenia, zarozumiałe uśmieszki, czasami głośny śmiech lub komentarz. Nie przejmuję się tym, taka już jest ludzka natura. Tymczasem na szlaku do Gąsienicowego Stawu ludzie eksplodowali wręcz współczuciem i troskliwością. Może nie wszyscy ale większość i starsi i młodzi. Jeden młody człowiek szedł ze mną pół godziny, chociaż przekonywałem go, że sobie poradzę i nakłaniałem, żeby szedł swoim tempem.

Generalnie prawie wszyscy pytali czy nie zasłabłem, jak mogą pomóc i oferowali wodę. Nie potrzebowałem akurat pomocy i wody miałem pod dostatkiem, ale sama świadomość wszechobecnej życzliwości działała bardzo budująco.
















poniedziałek, 13 czerwca 2016

Zakopiańskie Powązki

Niewielka nekropolia w chłodnym, przyjemnym cieniu drzew i  w sąsiedztwie starego, drewnianego kościółka. Aż nie chce się stamtąd wyjść w upalne popołudnie za to chce się pospacerować w przyjemnym chłodzie i ciszy. Docierają tam poprzez gałęzie tylko pojedyncze promienie słońca zdobiąc cały cmentarz mozaiką światła i cienia. Spokój i piękne oryginalne mogiły. Niektóre jakby trochę łemkowskie, prawie każdy nagrobek to odrębne arcydzieło sztuki rzeźbiarskiej. Magiczne miejsce.
















Kilkadziesiąt kroków od starego cmentarza, za podziemny przejściem dla pieszych zaczynają się Krupówki. Pełne ludzi, upału i hałasu. Miałem jednak trochę szczęścia, bo było jeszcze przed sezonem i jakoś dało się przejść.